o nas
o Kasi
o Eli
o Maćku
o Igorze
o Pontonie
o Wieśku
o Jarku

Ela Misiak - akordeonistka:
To, że jestem akordeonistką oznacza, że udało mi się oswoić akordeon. Co prawda, na początku chciałam oswajać skrzypce, ale mama i tato zdecydowanie woleli akordeon. Później zdarzało mi się oswajać inne instrumenty: organki, gitarę, a nawet pianino, ale nie zaprzyjaźniłam się z nimi tak, jak z akordeonem. Pierwszy, który zaczęłam oswajać w wieku lat dziesięciu, był zielony i niewielki. Rodzice sądzili, że uda się go wytresować mojemu młodszemu bratu, ale akordeony nie cierpią tresury i tego, jak się je myli z rzeczami, dlatego oswajanie udało się właśnie mnie, co zdziwiło całą rodzinę.
Oswajanie odbyło się bez nut, nie znam ich do tej pory, co strasznie denerwuje niektórych ludzi, którzy je znają. Ciągle sobie obiecuję, że się nauczę nut, ale nie mam na to czasu. Gram to, co usłyszę na zewnątrz albo w środku. To, że nie znam nut, oznacza, że nie mogę grać tego, co dałoby się w nich zobaczyć, ale dzięki temu patrzę sobie na inne ciekawe
rzeczy. Urodziłam się w górach, a u nas prawie każdy na czymś gra albo śpiewa i nie potrzebuje do tego nut, jednak myślę, że miło byłoby znać nuty. Ale może ci, co znają nuty, mniej mają czasu na granie tego, co usłyszą?..
Przez wiele lat grałam tylko dla rodziny i przyjaciół. Myślałam, że tak już zostanie, ale siedem lat temu poszłam na pewne spotkanie i od razu zaczęłam grać z kapelą, w której było dużo różnych instrumentów. To jest dużo bardziej zabawne niż granie w pojedynkę, więc gram dalej z „Jak Wolność To Wolność”, gramy koncerty i nagraliśmy dwie płyty oraz trzy single. Na początku koncertu mam tremę - cierpną mi palce i czuję w żołądku taniec nietoperzy, ale po trzeciej piosence to najczęściej mija. Najbardziej lubię, kiedy ludzie śpiewają razem z nami i tańczą. Nie lubię, kiedy mikrofon piszczy, a w odsłuchach nic nie słychać poza dudnieniem. Lubię próby, bo z każdej piosenki wyskakuje jakaś niespodzianka, czasem niezbyt miła, ale najczęściej bardzo przyjemna. W kapeli jest nas siedem osób, więc niespodzianki są pomnożone przez siedem.

Spośród różnych gatunków akordeonów najbardziej podobają mi się te, które z jednej strony mają guziczki, a z drugiej klawisze, i na takich gram. Klawisze kłapią jak zęby, a miech sapie, wzdycha, czasami też dostaje zadyszki, bo akordeony żywią się powietrzem. Po sapaniu i poruszaniu się miecha łatwo poznać, że akordeony to żywe stworzenia, a także po tym, że psy i koty są o nie zazdrosne. Niekiedy inne instrumenty też są zazdrosne o akordeony, szczególnie dotyczy to instrumentów cichych i płaczliwych, a także takich, które niczego nie zagrają bez kabla z prądem, wtyczki i mikrofonu. Są miejsca, gdzie akordeon uważa się za nieeleganckie zwierzę, tam zresztą nikt nie pozwala także wchodzić psom i kotom oraz małym dzieciom. Na szczęście akordeony rzadko grywają w takich miejscach.
Mój drugi akordeon, dużo większy od pierwszego, też był zielony - dostałam go w wieku czternastu lat i na początku musiałam znosić jego okropne humory i szczypanie (bo akordeony nie gryzą, jak są wściekłe, ale szczypią). Trzeci, na którym gram do tej pory, kupiłam od muzyka, który na nim nie grał. Był to akordeon malutki i czerwony, częściowo oswojony, więc nie miałam z nim dużo kłopotów. Lubi zabawę, więc często bawimy się razem. Akordeony są częściej wesołe niż smutne, dlatego nie cierpią ich różni ponuracy, którzy chcieliby, żeby muzyka była samym płaczem. Ale jest wielu takich, którzy wolą się śmiać niż płakać. Właśnie oni lubią słuchać akordeoni
stów.

Słucham każdej muzyki, oczywiście, akordeonowej też. Dzięki muzyce łatwiej można zobaczyć, co kryje się w środku ludzi, miejsc i rzeczy. Muzyka dzieli się na dobrą i złą i nie wierszę w inne podziały. Dobra muzyka to ta, dzięki której widać wyraźnie to, co jest w środku czegoś innego, a zła to taka, przez którą mało lub nic nie widać. Oprócz słuchania muzyki robię mnóstwo innych rzeczy, między innymi piszę wiersze, opowiadania i rysuję. Przedstawiam Wam dwa ze swoich rysunków. One też pokazują to, co mam w środku. Resztę usłyszycie i zobaczycie na koncercie, kasecie albo płycie - i tym wierszykiem Was pożegnam.

Buziaczki
- Ela Misiak